poniedziałek, 3 września 2012

Pierwszy jesienny...

Dziś podamy Wam przepis wrześniowy, jesienny już, na jeden z najprostszych i najsmaczniejszych kremów świata. Stopień trudności? Banał! Czas przygotowania? Od 5 do 10 minut. Wrażenia smakowe? Bezcenne!

Krem warzywny naszego pomysłu składa się z 3 podtawowych produktów: Torebki mrożonej karotki, torebki mrożonego (absolutnie nie z puszki!!!) zielonego groszku i paczki czerwonej soczewicy. Do tego cebula, czosnek, przyprawy.

Na dnie garnka, na rozgrzanej oliwie podsmażamy maleńką, posiekaną cebulę i posiekany ząbek czosnku. Następnie zalewamy wodą i wsypujemy: karotki, groszek, soczewicę.

Przyprawiamy tak: płaska łyżeczka mielonego kminku, pół łyżeczki curry, po dowolnej szczypcie: imbiru, kardamonu, gałki muszkatołowej. Do tego sól i pieprz do smaku. Jeśli jesteście amatorami ostrych smaków nie zaszkodzi okrasić zupę odrobiną ostrej papryki. My tak robimy!

Zupę przykrywamy i zostawiamy na około 20min gotującą się, pod przykryciem. Potem trzeba już tylko ją ostudzić, zmiksować i gotowe. Uwaga! Dla wymagających z zupą doskonale komponują się prażone pestki dyni lub słonecznika. Dla jeszcze bardziej wymagających nie będzie nic lepszego niż świeża bagietka skropiona oliwą do przegryzania. No i tak. Bon appetit!

piątek, 31 sierpnia 2012

Quiche? Kisz? Tarta?

Dziś opowiemy Wam o tarcie, której odmianą jest quiche. Tarta to nic innego jak rodzaj wypieku, na który składa się ciasto (kruche, francuskie, jakie chcecie) i nadzienie (może być zarówno słodkie jak i słone).

Naszą ulubioną odmianą tarty jest quiche - francuski i bardzo wytrawny. Jednak przede wszystkim - bardzo prosty.

Potrzebujemy ciasta kruchego na spód (tak, wiem, nie powinnyśmy tego pisać ale można kupić gotowe ciasto kruche, które nie odstaje od tego domowego) i bazy nadzienia - jajek, śmietany i żółtego sera. Poza tym mamy dowolność. Do masy z ubitych jaj, startego sera i odrobiny śmietany możemy dodać co tylko chcemy. Szparagi na wiosnę, szynkę i pora latem, kapustę kiszoną z grzybami zimą.

Kiedy pieczemy kisz najpierw zapiekamy spód. Przykryty papierem do pieczenia i posypany fasolą. Możemy ponakłuwać go widelcem. Podpiekamy go 5-10min tylko po to, by nie zrobił się zakalec (filling qiuchu jest bardzo ciężki). Następnie wyjmujemy i zalewamy gotową masą (na zdjęciu do bazy nadzienia dodano czerwoną cebulę i paprykę chili - po wyjęciu można posypać tartę świeżą natką).  Po zalaniu pieczemy... no właśnie. Każdy piekarnik jest inny. Quiche jest gotowy, kiedy zbrązowieje. Nie pieczmy go w nadto wysokiej temperaturze. 180stopni jest ok.

No i tyle. Popróbujcie, poeksperymentujcie. Możecie napisać nam z czym najdziwniejszym zrobiliście dotąd tarty!!! Nam udało się nawet z przegrzebkami (mniam!). Smacznego!

czwartek, 30 sierpnia 2012

Będę restauratorem!

Dziś chciałyśmy polecić Wam książkę, jaką dostałyśmy od znajomego Piotrka w prezencie zaledwie kilka dni temu. Nieprawdą jest to, co piszą na tyłówce. Nie jest to książka tylko i wyłącznie dla tych, którzy mieli lub mieć będą własną restaurację. To niemalże powieść sensacyjna o zawodzie jak każdy inny. Dlaczego możemy z pasją czytać o policjantach i złodziejach a o restauratorach już nie? :) 

Książka ta zainteresowała nas szczególnie przede wszystkim dlatego, że same przymierzamy się do własnej knajpy w 2013 roku. Nie wiemy, czy finanse pozwolą, czy akcja buttonowa ( http://allegro.pl/znaczek-button-przypinka-akcja-kolekcjonerska-i2590925983.html ) przyniesie oczekiwany ratunek. A może po prostu wygramy w lotto i w ten sposób zrealizujemy nasze marzenia

Mimo tego, że prowadzenie restauracji to chyba jedna z najcięższych profesji - mamy nadzieję oddać się tej harówce i w pocie czoła stworzyć najlepsze i najsmaczniejsze miejsce w Warszawie.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Cukier jaki? WANILIOWY!

Pokazujemy Wam Demotywator, żebyście już nigdy nie mieli problemu z tym o co pytać. Ponieważ nie będziecie musieli pytać, jeśli zrobicie to, co polecamy. A co polecamy? Cukier WANILIOWY właśnie. Ale taki home made!!!

Nie ma nic prostszego. Czego potrzebujecie? Wielkiego słoika, cukru i laski wanilli, którą musicie nakroić i włożyć w sam środek cukru. A potem już tylko miesiąca cierpliwości...

Aha. co jeszcze może Was przekonać? Cena? no to proszę. W przeliczeniu na kilogram cukier wanilinowy kupowany w małych, żółtych torebkach, kosztuje około 25-30zł. Kilogram zwykłego cukru i laska wanilii to maksymalnie 15zł. Nawet gdybyście mieli kupić nowy słój, wyjdzie was taniej;) Zatem Chałupy welcome to i nikt wam nie każe przepłacać. A taki cukier własnej roboty smakuje lepiej i (jeśli pominąć spór o dobroczynność samego cukru) na pewno zdrowiej. Smacznego! A może raczej - słodkiego!

wtorek, 3 lipca 2012

Na skróty



Jak obrać pomidora wie każdy z nas. Potrafimy ugotować jajka na twardo i wiemy, że kawa rozpuści się szybciej w gorącej wodzie. Jednak są sekrety kuchenne, o których wie niewielu z nas, a ułatwiają gotowanie, sprawiają frajdę i niezwykle umilają kulinarną codzienność. Zdradzimy wam niektóre z nich zachęcając do podejmowania prób i eksperymentowania z nimi na co dzień, lub od święta.

Lekcja pierwsza: Obieranie papryki. Uwaga! Jest proste. Paprykowa skórka przeszkadza wielu podniebieniom. A wystarczy opalić ją nad gazem lub upiec owoce na folii w piekarniku tak, aby wyraźnie się przypaliła. Skórka zejdzie sama! A jeśli nadal uparcie nie będzie chciała, można włożyć ją po upieczeniu do foliowej torebki i poczekać aż wystygnie. Wówczas na pewno się nam nie oprze.

Lekcja druga:  Jelly shooty. Niewinni imprezowi zabójcy. Czyli jak jednocześnie poczęstować gości czymś smacznym i napoić czymś konkretnym. Nic prostszego! Do kupionej galaretki w proszku dodajemy połowę potrzebnej wody, drugą zaś zastępujemy wódką. Są dwie rzeczy, o których należy pamiętać przed podaniem. Po pierwsze, dobrze je schłodzić. Po drugie uprzedzić gości o ich niezwykłej mocy.

Lekcja trzecia: Oliwa smakowa domowej roboty. Każdy z nas lubi dolać oliwy do… sałatki. Ta dobrej jakości jest droga. Jeśli do tego ma dodatki, jest jeszcze kosztowniejsza. Butelki są ładne, a ta właśnie estetyka kosztuje. Nie ma nic prostszego jak samodzielne przygotowanie ulubionego rodzaju oliwy. Z czym tylko chcecie! Nikt nie będzie Was ograniczał, jeśli macie na przykład ochotę dodawać do dań oliwę miętową. Wystarczy przelać kupioną oliwę do karafek, słoików, lub po prostu zostawić ją w firmowej butelce, a do środka wrzucić dowolny dodatek. Potem potrzeba już tylko czasu. Kilka tygodni pozwoli czosnkowi, ziołom, czy ostrej papryce przeniknąć w oleistą strukturę i wzbogacić jej smak.

Lekcja czwarta – wekowanie. Galaretki i dżemy dostępne na rynku kuszą kolorami i ciekawymi etykietami. Można dziś kupić powidła pomarańczowe z imbirem, czy wiśniowe z koniakiem. Zapominamy, że znacznie prościej i taniej jest przygotować weki samemu. Każdy owoc duszony z cukrem to dżem. Dodajemy tam co tylko chcemy: przyprawy, alkohol, łączymy owoce w dowolny sposób. Tajemnica tkwi w odpowiednim zawekowaniu. Słoiki muszą być nagrzane w piekarniku a następnie skrupulatnie zakręcone i po napełnieniu (szyjka słoika musi być nieskazitelnie czysta) odwrócone do góry dnem. Konfitury domowej roboty postoją kilka lat, będą smaczniejsze i podchodzić do nich będziemy z należnym sentymentem.

Lekcja piąta – toffi. Kiedy wpadają niezapowiedziani goście, kiedy mamy przygotowany spód do mazurka i nagle okazuje się, że nie ma już czasu, bo trzeba wyszykować się na imprezę, zrobić milion innych rzeczy – toffi zrobi się samo! Naprawdę. Wystarczy mieć w domu puszkę słodzonego skondensowanego mleka. Należy wstawić ją do gotującej się wody i pozwolić bulgotać na bardzo wolnym ogniu około 2 godzin. Następnie puszkę wystudzić, otworzyć i voila! Toffi gotowe!
Lekcja szósta – przesolone danie. Czyli co zrobić jeśli przesolimy zupę lub sos. Otóż jest na to banalny sposób. Należy wrzucić do garnka obranego ziemniaka. Wchłonie on nadmiar soli. Nie możemy liczyć na cud. Nadal będzie słone. Jednak na pewno, jeśli to tylko niewielki nadmiar, uratujemy nasze danie przed katastrofą.

Jest jeszcze wiele lekcji, które moglibyśmy Wam dać. Jednak nie wszystko na raz. Jeśli przyswoicie sobie kruczki podane powyżej, przyjdzie pora na poznanie kolejnych.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

AGREST już tuż tuż

Już za chwileczkę, już za momencik w całej Polsce dojrzeje agrest. Ba, przyjemnie skubać go z krzaka. I wszyscy wiemy, jak dobry jest agrestowy dżem. Ale czy wiemy, że agrest idealnie nadaje się jako produkt na sok do piwa? I to taki najlepszy, bo domowej roboty. 

Jak go zrobić? Banalnie. Agrest "gnieciemy" w palcach po umyciu i wrzucamy do garnka. Zalewamy wodą a następnie cukrzymy wedle uznania. Dusimy, dusimy, aż kompot zgęstnieje do odpowiedniej konsystencji. Następnie przecieramy przez bardzo drobne sitko. Lub grubsze, wyłożone gazą. Wekujemy, jeśli chcemy by postał dłużej. Jeśli nie, przelewamy do zwykłego, niewyparzonego słoika, wkładamy do lodówki i voila. Sok agrestowy pasuje piwu lepiej, niż malinowy. Naprawdę!

Mały tip na koniec - jeśli nie chcecie soku do piwa, zatrzymajcie się na etapie kompotu, dodajcie listki mięty i lód. Uzyskacie idealny napój na letnie, upalne dni. Smacznego!

poniedziałek, 4 czerwca 2012

I HAD A DREAM...

Granice Smaku, czyli kulinarny kolektyw. Gotujemy, piszemy o tym i uczymy co, jak i z czym jeść - prowadzimy tego kulinarnego bloga i odpowiadamy na pytania fanów na Facebooku. Częstujemy jedzeniem na piknikach i prowadzimy warsztaty kulinarne z dziećmi. Naszym marzeniem jest własna mała restauracja. Miejsce, gdzie każdy „feels like at home” ;), miejsce, w którym się odpoczywa, gdzie dobre jedzenie, dobra kawa, dobre wino poprawiają samopoczucie, gdzie klimat sprzyja pielęgnowaniu relacji międzyludzkich. Będzie można przysiąść tam z laptopem i w spokoju popracować, przejrzeć prasę, poczytać książkę, zagrać w szachy. Planujemy sprowadzić naszego przyjaciela - znakomitego szefa kuchni z Barcelony, aby w Warszawie przyrządzał nam późne śniadania, leniwe lunche i kolacje spożywane w gronie przyjaciół. Marzy nam się miejsce z domową atmosferą, gdzie zawsze można spotkać znajome twarze, czas płynie wolniej, a zmartwienia znikają…
 
Problem tkwi w braku funduszy. Nie mamy kapitału, który mogłybyśmy przeznaczyć na to przedsięwzięcie. Postanowiłyśmy zarobić w nietypowy sposób - z pomocą firmy Dizzy Colors, czyli Magdaleny Wróblewskiej, przygotowałyśmy buttony (przypinki), które od wtorku będzie można kupić na Allegro. Znaczek przedstawia konia smażącego człowieka na patelni. Nie jesteśmy wegetariankami, ale sprzeciwiamy się przerabianiu koni na mięso. W naszej restauracji na pewno nigdy nie podamy koniny czy foie gras – pasztetu z otłuszczonych wątróbek przymusowo dokarmianych gęsi. Zgodnie z naszymi przekonaniami, żywność wykorzystywana w kuchni pochodzić będzie tylko i wyłącznie z ekologicznych hodowli, plantacji oraz od producentów stosujących zasady sprawiedliwego handlu.
 
10% ze sprzedaży znaczków wesprze fundację TARA zajmującą się ratowaniem koni od rzeźni. Za resztę chcemy stworzyć naszą restaurację. Jeśli nam się to uda, każdy, kto kupi nasz button, będzie uhonorowany – jego imię i nazwisko znajdzie się na ścianie restauracji. Kolejny bonus to stała zniżka 10% dla osób, które przyjdą do nas z przypiętym znaczkiem.
 
Mamy nadzieję, że dzięki temu poczujecie się związani z tym miejscem. A poprzez organizowane tam wydarzenia, np. spotkania poetyckie, wystawy fotografii, rozmaite warsztaty, uda nam się wyznaczyć ważny punkt na kulturalnej mapie Warszawy.

Ze sprzedażą znaczków ruszamy 5 czerwca 2012 i prowadzimy akcję przez rok. Trudno przewidzieć, ile uda nam się zarobić. Naszym celem jest restauracja, ale zdajemy sobie sprawę z wysokich kosztów jej urządzenia. Niezależnie od wyniku akcji, cały zarobek przeznaczymy na kulinarną działalność (mniejszego lub większego formatu), bo kochamy dzielić się naszą pasją i nie zmierzamy przestać.


Ps. Nasze wydarzenie dostępne jest tu: http://www.facebook.com/events/322471911160598/