
Z Nigellą mam problem. Z jednej strony lubię jej programy i uważam, że mimo ciasnego gorsetu jest raczej miła i wyluzowana, z drugiej jednak nie mogę ukryć wrażenia, że nie umie (tak zawodowo) gotować. Myślę, że reprezentuje niższy niż mój własny poziom (wie jak, ma smak i dobrą intuicję (tak, ja mam lepszą ;)), wie co z czym połączyć), ale nie skończyła żadnej szkoły przez co dość nieudonie pokazuje procesy przygotowania. Jednego nie mogę jej odmówić - lubi to! I to właśnie lubienie widać w jej programach.
Przez moment bardzo zbulwersowałam się, kiedy poznałam jej prywatną historię. Kiedy dowiedziałam się, że zaistniała dzięki dokumentowi BBC w którym, niemalże na żywo, umierał na raka jej mąż. Potem doszedł fakt, że kiedy jeszcze żył (John Diamond był jednym z najbardziej znanych brytyjskich dziennikarzy), Nigella wdała się w romans z milionerem Saatchim. Potem mąż umarł, ona poślubiła milionera i została jedną z najbardziej znanych kucharek monarchii. Przypadek? Nie sądzę. Jednakże w połączeniu z ładną buzią i miłością do jedzenia stworzyła sobie przepis na sukces. Moment bulwersacji przeminął, uznałam, że jej życie prywatne to tylko i wyłącznie jej sprawa i zarówno tym jak i efektem jojo, przyciasnym gorsetem nie będę się przejmowała, skupiając się jedynie na gotowaniu.

Także w kwestii gotowania - Nigella raz umie, raz nie umie. Pomysły ma ciekawe, szybkie i domowe, jednak po kilkunastu odcinkach jej potrawy zaczynają być nudne i przewidywalne. Do tego te włosy! Podejrzewam, że każdy przepis przewiduje jeden włos na potrawę. I to bardzo, bardzo mnie denerwuje. Tak, można je związać!
Co lubię? Nieliczenie kalorii i niedbałość przy dobieraniu składników. Nic nie wpienia bardziej niż menzurki (np. u Pascala Brodnickiego) i (przepraszam najmocniej) pieprzenie: 250mg tego, 128g tamtego. Garści moi drodzy! Kubki! Szklanki, szczypty i łyżeczki - to prawdziwe miarki kucharskie. Tak, wiem jak ważne są proporcje przy cieście, ale pokażcie mi jedną tylko osobę gotującą z pasją, która aż tak dokładnie odmierza. A Nigella? Sypie, dodaje kubek, filiżankę, odrobinę. I to bardzo mi w niej pasuje.
Ogólnie jednak, już tak ogólnie, nie, nie lubię jej programów. Znudziły mi się. Jest ładna, ale brakuje mi w niej charyzmy jaką posiada chociażby, wspomniany kilka dni temu, Anthony Bourdain. Wydaje się, że niewiele wnosi do kuchni odkrywczego, niewiele o niej opowiada, nie potrafi równolegle do gotowania robić show i snuć historii (co lubię ja). Trzaska swoje przepisy miło i poprawnie, bez większego polotu i bez fantazji. A to fantazja właśnie jest od tego, aby bawić się na całego.